|
niedziela, 29 stycznia 2012
Co tam słychać w świecie filmu?
IMDB opublikowało listę najpopularniejszych filmów ostatnich 10 lat według wskaźnika IMDBPro:
1. Mroczny Rycerz
Listę zostawiam Wam do wewnętrznego skomentowania :P
sobota, 28 stycznia 2012
OMIJAJCIE!
Wstawiam to jedynie w celach ratowania Was przed tym czymś... Pełna załama, czyli dokładnie tak, jak przewidywaliśmy...
Co tam słychać w świecie filmu?
"This Means War" trafi do kin z kategorią PG-13. Mimo, że film tworzony był z myślą o dojrzałym widzu, w kategorii R, krawaciarze Foxa postanowili zarobić na tej produkcji więcej kasy i wycięli ostrzejsze sceny oraz mocniejsze dowcipy. Fox i wszystko jasne. Powinni zmienić nazwę wytwórni na "Z wszystkiego zrobimy bajki dla dzieci". Fatalna wiadomość, bo naprawdę zastanawiałem się, czy nie udać się na to do kina. Ale w przypadku PG-13 wolę poczekać na DVD licząc, że ujrzymy na nim wersję nieocenzurowaną. Mam nadzieję, że ten gówniany Fox w końcu przejedzie się na tym swoim zakichanym PG-13...
"Underworld: Przebudzenie"
„Underworld” moją ulubiona serią filmową na pewno nie jest. Nie da się jednak ukryć, że dzięki rewelacyjnemu rozwojowi kolejnych „odcinków”, „Przebudzenie” chciałem zobaczyć. Niekoniecznie w kinie, ale chciałem. Padło jednak na seans w multipleksie, zatem recenzja pojawia się szybciej niż normalnie by się ukazała.
Czwarta część serii, niestety, nie utrzymuje tendencji wzrostowej. To dalej świetne, szybkie i efektowne kino akcji, jednak zabrakło tego pierwiastka, który zdecydował, że „dwójkę” i „Bunt Lykanów” uważam za produkcje lepsze. Chodzi o fabułę. Nad historią głowiło się aż trzech(!!!!) scenarzystów, ale to co wymóżdżyli jest, lekko mówiąc, rozczarowujące. Owszem, w tych filmach najważniejsze są akcja i Beckinsale w lateksie, ale w poprzednich częściach opowiadana historia nie rozbawiała do łez. A „Przebudzenie” rozbawia i co gorsze, nie było to zamiarem twórców. Dialogi(?) sprawiają, że pewnych miejscach można wręcz tarzać się ze śmiechu, co raczej o tej produkcji dobrze nie świadczy. Ale wybaczcie, te podniosłe teksty pisane przez dziecko z przedszkola są naprawdę prześmieszne. „Moja żona pracowała w szpitalu i tam ją zaraziło” albo „To mój syn”, choć na pierwszy rzut oka wyglądają normalnie, w kinie sprawiają, że uśmiech nie znika nam z twarzy. Jak trzech ludków to pisało? Czy oni mają umysły na poziomie dwulatka? Na to wychodzi, bo średnioogarnięte dziecko po podstawówce wymyśliłoby lepsze dialogi. Co więcej, myśleli, że nikt nie zwróci na scenariusz uwagi, jeśli przez 99.9% seansu posoka lać się będzie strumieniami, a seksowna Beckinsale będzie wycinać w pień kolejne monstra. Poniekąd im się udało, bo to jedno wielkie „łubudubu” zostało dobrze wplecione w ten zabawny scenariusz. Nie zmienia to jednak faktu, że chyba tylko Amerykanie nie będą się śmiać z tekstów – i to nie dlatego, że są przyzwyczajeni do takiego poziomu, a dlatego, że sami maja w większości mózgi na poziomie dwulatków. Całe szczęście, że film faktycznie broni się scenami akcji. Te są kapitalnie zrealizowane, a dzięki temu, że jest ich od groma, produkcja ta naprawdę potrafi wessać, mimo licznych idiotyzmów. Efekciarstwem część ta przebija poprzednie i trzeba przyznać, że nie jest to efekciarstwo wymuszone. Spece od scen akcji wysilili się, przez co rozpierducha nie powoduje, że od nadmiaru „łubudu bu” zaczynają nas boleć głowy. A to już plus, zważywszy na to, że tak naprawdę cały ten film to jedna wielka zadyma. W pewnym momencie mózg naprawdę mi się wyłączył i wciągnąłem się w akcję niesamowicie – choć główka znów zaczynała pracować, gdy bohaterowie raczyli nas kolejnym, zabawnym dialogiem. Patrząc na kolejne popisy Selene naprawdę byłem zachwycony. Te komputerowe popisy ekwilibrystyczne robią wrażenie. Tym bardziej, że w tym filmie widziałem za co dopłacam, otrzymując bilet na seans 3D. Oczywiście, początkowo byłem negatywnie nastawiony, bo spodziewałem się tej tandetnej konwersji, w której nie wiadomo, za co nas zdzierają przy kasach. „Przebudzenie” to jednak miła niespodzianka. Trójwymiar prezentuje się solidnie, wiele scen dzięki tej technologii wyraźnie zyskuje, a ja, w końcu, nie miałem zamiaru ściągać okularów, by potwierdzić tylko fakt, że w nich, czy bez obraz wygląda tak samo. Tu wyraźnie widać różnicę, co mnie cieszy – widać, że nie liczono jedynie na dodatkową kasiorkę, a postanowiono pokazać, że film jest wart tych paru złociszy/dolców/euraczy więcej. Rzadko chwalę trójwymiar i dalej jestem jego przeciwnikiem, ale „Przebudzenie” sporo na nim zyskało. Jednak Beckinsale w lateksie w 3D wygląda gorzej niż w 2D :D A co gorsze – dalej nie potrafi grać. Zero mimiki twarzy, zero jakichkolwiek emocji, a teraz na dodatek, patetyczne teksty w rozmowach z pewną dziewczynką (nie wiem, czy opisy zdradzały kim ona jest, ale ja nie będę Wam spojlerować), które są wręcz dramatycznie żałosne. Oj, Kate, Kate. Ale w sumie, to nie tylko na nią mogę narzekać. W tym „odcinku” nie ma aktora, który wybiłby się ponad innych. Tu wszyscy prezentują ten sam, przeciętny poziom. To kino akcji, ale wypadałoby pokazać, za co się zgarnia wypłatę. Brak Michaela Sheena jest aż nadto widoczny. Bez niego, to już nie to samo. Już tak bym się tej obsady nie czepiał, gdyby nie wymawiali tych swoich tekstów w tak podniosły, że aż przeraźliwie zabawny, sposób. Owszem, scenarzyści inteligencją nie błysnęli, ale i taki teksty można w odpowiedni sposób wypowiedzieć, by zatrzeć to złe wrażenie. Na całe szczęście, strona techniczna dość mocno stara się przyćmić „popisy” aktorów. Zdjęcia są na bardzo dobrym poziomie. Ujęcia są dynamiczne, w odpowiedni sposób pokazują pole obrazowe, a przy sekwencjach akcji są wręcz bezbłędne. Rewelacyjna robota, godna wyższej półki kina akcji. Świetnie sprawdza się też montaż. Film trwa koło/niewiele ponad 80 minut, a szybkie przechodzenie między kolejnymi zadymami sprawdza się bardzo fajnie. Montażysta dał radę. Całkiem nieźle wypadł też soundtrack. Muzyka idealnie pasuje do mrocznego klimatu dzieła i w pewnych momentach, w bardzo dobrym stopniu, potęguje nastrój danej sceny.
„Underworld: Przebudzenie” mimo swoich licznych wad, to i tak kino godne polecenia. To produkcja idealna, jeśli akurat mamy ochotę na totalną, świetnie zrealizowaną, rozpierduchę, na której można odpocząć. Gdyby tylko te teksty nie były tak żałosne, a Beckinsale raczyła w końcu zagrać…
Ocena:
7/10
piątek, 27 stycznia 2012
Co tam słychać w świecie filmu?
1. Zdjęcia do "Noah" Aronofsky'iego ruszą w lipcu tego roku! Nie wiadomo jednak, kogo zobaczymy w roli tytułowej - prawdopodobnie będzie to Michael Fassbender. Pewniakiem był Christian Bale, który musiał jednak zrezygnować z tego projektu, ze względu na inne zobowiązania filmowe. Nie ważne kto, bo ja i tak ufam Darrenowi w 100 %. Będzie kapitalne kino, coś czuję.
2. Zdjęcia do drugiej części "Captain America" ruszą jeszcze w tym roku, a film trafi do kin w 2014. Oby był to lepszy film niż "jedynka".
3. Jeśli powstanie "piąta" część "Terminatora", to kręcona będzie z myślą o kategorii "R". Nie wiadomo jednak, kiedy mogłyby ruszyć zdjęcia, ani czy w ogóle powstał już jakiś scenariusz. No, zobaczymy. Mam nadzieję, że pójdą dalej śladami "Ocalenia" i nie będą na siłę "czwórki" rebootować. Ale kategoria "R" to oczywiście rewelacyjna wiadomość! :)
4. Hamburgerożercy mają w d... BBC i zaczynają kręcić swojego "Sherlocka". Będzie jakaś zadyma? Mam nadzieję, że BBC nie tylko będzie ględzić, że to plagiat, ale że w końcu ruszą dupska i pójdą do sądu.
Dajcie Bagińskiemu kasę na pełnometrażowego "Wiedźmina"!
Oglądając to intro, pochodzące z wersji konsolowej kultowej gry "Wiedźmin: Zabójcy Królów", utwierdziłem się w przekonaniu, że jest jedna osoba, która musi zrealizować film o legendarnym Geralcie. Mowa oczywiście o Tomku Bagińskim. Powyższy filmik po prostu niszczy klimatem, jest fenomenalnie zrealizowany, a epickość tych paru minut przekracza wszelkie dopuszczalne normy! Dlatego apeluję: dajcie kasę Bagińskiemu na film! Nieważne ile, po prostu dajcie! Nie tylko się zwróci, ale wszyscy będą wniebowzięci.
czwartek, 26 stycznia 2012
"2010: Moby Dick"
Asylum. Ta nazwa mówi wszystko. Jeśli ci ludzie wypuszczają film, to efekt finalny jest znany. Ale powiedzcie szczerze - czy oglądacie jedynie same hity filmowe? Ja lubię sobie obejrzeć gniotka, który pozwala oderwać się od dobrych i wychwalanych produkcji, a przede wszystkim pozwala odprężyć się po ciężkim dniu. Pare dni temu stacja Puls puściła asylumowego "Moby Dicka", którego od dłuższego czasu planowałem obejrzeć.
Czy w tej produkcji jest w ogóle coś dobrego? NIE. Czy fajnie się to oglądało? Zdecydowanie, TAK. Film jest głupi do potęgi entej, aktorstwa nie zauważyłem, muzyki nie słyszałem, a "biały wieloryb" wyglądał jak... nie znajduję w tej chwili porównania do tego shitu. A jednak, film przetrwałem bez problemu, sporo się uśmiałem i nie żałuję czasu spędzonego przy tej produkcji. Pewnie to za sprawą słynnych, asylumowych bzdur wplecionych w fabułę. Atomowa łódź podwodna ścigająca megawieloryba; pani doktor przeżywająca starcie z rakietami jądrowymi; wstawienie krzyża zamiast sztucznej nogi; wszystko to można by mnożyć i mnożyć. Ale właśnie dzięki tak epickim scenom, ten film ogląda się tak fajnie. Uśmiałem się lepiej niż na nie jednej komedii. Oglądając ten obraz, nie ma się ochoty go po prostu zjechać. Szkoda, że tylu "krytyków" nie potrafi podejść do produkcji Asylum z odpowiednim dystansem. Przecież z góry wiadomo, jaki poziom ten obraz sobą prezentuje. Ludzie jednak twardo będą wieszać na nim psy. Ja nie mam takiego zamiaru. Z odpowiednim nastawieniem przed seansem, "2010: Moby Dick" ogląda się bardzo przyjemnie. To jeden z tych filmów, w których wszystko jest złe, a mimo to, nie ma się ochoty o tym pisać. Nawet, jeśli poziom efektów specjalnych sięga dna rowu, z którego na początku wypływa Moby Dick.
"2010: Moby Dick" to film, który bym Wam normalnie odradził. Ale, jeśli chcecie się pobrechtać z ludzkich głupot, macie wolne półtorej godziny i chcecie obejrzeć film, który jest po prostu zły, to nic lepszego nie znajdziecie :D
Ocena:
5/10
Co tam słychać w świecie filmu?
1. BBC chce wytoczyć proces stacji CBS! Poszło oczywiście o Holmesa. Pare dni temu pisałem, że Amerykanie także zapragnęli przenieść przygody Sherlocka do współczesności, co od razu zalatywało plagiatem wersji brytyjskiej. Z tego samego założenia wyszli twórcy serialu BBC i mimo, że zdjęcia do hamburgerowej wersji nie ruszyły, sprawa skończy się prawdopodobnie w sądzie. No i bardzo dobrze! Niech sobie hamburger własny pomysł znajdzie, a nie będzie wszystko przerabiać!
2. Może być problem z trzecią częścią "Kac Vegas". Otóż, trzej główni aktorzy - Cooper, Helms i Galifianakis - zażyczyli sobie... 15 milionów od łebka za rolę. Szykują się ciężkie negocjacje. Dziwi to kogoś? Chłopaki słusznie kombinują - skoro trzecia część ma zakończyć serię, to trzeba ugrać, jak najwięcej. Oba filmy zarobiły na świecie kupę kasiorki, ale czy producenci przeznaczą 45 milionów na trzech aktorów? Oj, będzie ciekawie :D
środa, 25 stycznia 2012
Fenomenalna zapowiedź "Iron Sky"!
Film w końcu został skończony! Po wielu problemach z budżetem, twórcom udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik i w lutym, w Berlinie, odbędzie się premiera. Muszę się Wam przyznać, że te wszystkie zapowiedzi, które do tej pory wypuszczono, cholernie optymistycznie nastawiają do tej produkcji! A, że na dodatek, za soundtrack odpowiada kultowa grupa Laibach, tym bardziej trzeba ten obraz zobaczyć! Nie mogę się doczekać seansu!
Co tam słychać w świecie filmu?
1. Liam Neeson prawdopodobnie powróci w krótkim epizodzie do roli Ra's Al Ghula! Postać tą zobaczymy w retrospekcjach w "Dark Knight Rises"! No to milutko. Plotka to raczej nie jest, bo mówił o tym sam aktor. Zobaczymy, co tam szykują z Nolanem! :D
2. Problemów przy reboocie "Kruka" ciąg dalszy. Stary scenariusz poszedł do kubła i powstaje nowy. Zmienił się też reżyser - został nim Francisco Javier Gutiérrez. A mówiłem, żeby zostawili legendę w spokoju. To teraz mają za swoje! Oby w końcu ten projekt upadł!
wtorek, 24 stycznia 2012
No to masowy orgazm w polskich mediach czas zacząć...
NAJLEPSZY FILM
NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY
DŹWIĘK
(źródło: filmweb.pl)
Jest pare niespodzianek, ale na dobrą sprawę, kogo to obchodzi? I tak wygrają filmy, o których za pół roku nikt nie będzie pamiętał. Olać zatem te nominacje, bo ani one śmieszne, ani ciekawe. Za to nasze media teraz codziennie będą gadać o Oscarach :P
|